czwartek, 14 sierpnia 2014

Od Angeliki

Kilka razy w ciągu drogi zdążyłam zemdleć. Szybko się jednak budziłam. Głowa bolała mnie od tego wszystkiego. Gdy dotarliśmy wreszcie do mojej kochanej akademii, próbowałam szukać wzrokiem Cherry. Na nic były moje chęci. Oczy odmawiały dalej posłuszeństwa. Z trudem było mi je otworzyć. Cały czas prawie, były zamknięte. Nie mogłam też nic powiedzieć. Czułam się strasznie, jak niepełnosprawna. Co się ze mną działo? Pamiętam tylko jak leciałam w dół... Wszyscy stali wokół mnie. Gosposia spojrzała na mnie, wyczułam to. Odczuwałam również smutek wszystkich. Nie miałam pojęcia czemu byli smutni. Przecież te kilka siniaków lada dzień mi zejdzie, a ból minie. Usłyszałam Cherry. Przytuliła się do mnie. Uśmiechnęłam się i zasnęłam.
Jakiś czas później obudziłam się. Mogłam już otworzyć oczy, co mnie bardzo uszczęśliwiło. Na moim łóżku czuwała wilcza przyjaciółka. Rozejrzałam się po pokoju. Była ze mną Prada. W oczach miała łzy.
-Co się stało? - przemówiłam już z mniejszym trudem. Ona długo jeszcze nie chciała nic powiedzieć. -Prada?
-Nie martw się... To nic nie zmieni. - płakała jeszcze bardziej. Odkryła mi kołdrę. Moim oczom pokazało się moje ciało, całe w bandażach. To był najmniejszy problem. Nie miałam prawej nogi do kolana. Zaczęłam płakać. Jak teraz będę się poruszać? Co ze mną będzie? Łzy poleciały mi mimo woli. Zamknęłam się w sobie. Co się ze mną działo? Co doprowadziło mnie do tego? 
Nie wiem nawet kiedy, weszła do mnie gosposia.
-Angelika? Muszę ci coś powiedzieć... - mówiła głosem spokojnym, jak matki - Są tutaj twoi rodzice. Chcesz z nimi porozmawiać?
-Wytłumacz mi... - mówiłam przez łzy - Co się ze mną działo? Kto mi to zrobił? - pokazałam nogę.
-Kochana... Wyszłaś wtedy na spacer z Cherry. Długo ciebie nie było. Postanowiliśmy ciebie wspólnie poszukać. Kiedy odnaleźliśmy ciebie, ty uciekłaś. Potem następne poszukiwania. Znaleźliśmy ciało. Przestraszyliśmy się, że nie żyjesz. Cała byłaś we krwi. Prawdopodobnie leciałaś i spadłaś. Zabraliśmy ciebie do akademii, gdy okazało się, że jest puls...
-A noga?
-Jej nie dało się uratować. Za kilka dni będziesz miała protezę. Wszystko wróci do normalności...
-Nie! Nie wróci! - przerwałam jej prawie krzykiem. Odkręciłam się. Zamknęłam oczy. Miałam wszystkich dość.

Obserwatorzy