czwartek, 14 sierpnia 2014

Od Angeliki

Kilka razy w ciągu drogi zdążyłam zemdleć. Szybko się jednak budziłam. Głowa bolała mnie od tego wszystkiego. Gdy dotarliśmy wreszcie do mojej kochanej akademii, próbowałam szukać wzrokiem Cherry. Na nic były moje chęci. Oczy odmawiały dalej posłuszeństwa. Z trudem było mi je otworzyć. Cały czas prawie, były zamknięte. Nie mogłam też nic powiedzieć. Czułam się strasznie, jak niepełnosprawna. Co się ze mną działo? Pamiętam tylko jak leciałam w dół... Wszyscy stali wokół mnie. Gosposia spojrzała na mnie, wyczułam to. Odczuwałam również smutek wszystkich. Nie miałam pojęcia czemu byli smutni. Przecież te kilka siniaków lada dzień mi zejdzie, a ból minie. Usłyszałam Cherry. Przytuliła się do mnie. Uśmiechnęłam się i zasnęłam.
Jakiś czas później obudziłam się. Mogłam już otworzyć oczy, co mnie bardzo uszczęśliwiło. Na moim łóżku czuwała wilcza przyjaciółka. Rozejrzałam się po pokoju. Była ze mną Prada. W oczach miała łzy.
-Co się stało? - przemówiłam już z mniejszym trudem. Ona długo jeszcze nie chciała nic powiedzieć. -Prada?
-Nie martw się... To nic nie zmieni. - płakała jeszcze bardziej. Odkryła mi kołdrę. Moim oczom pokazało się moje ciało, całe w bandażach. To był najmniejszy problem. Nie miałam prawej nogi do kolana. Zaczęłam płakać. Jak teraz będę się poruszać? Co ze mną będzie? Łzy poleciały mi mimo woli. Zamknęłam się w sobie. Co się ze mną działo? Co doprowadziło mnie do tego? 
Nie wiem nawet kiedy, weszła do mnie gosposia.
-Angelika? Muszę ci coś powiedzieć... - mówiła głosem spokojnym, jak matki - Są tutaj twoi rodzice. Chcesz z nimi porozmawiać?
-Wytłumacz mi... - mówiłam przez łzy - Co się ze mną działo? Kto mi to zrobił? - pokazałam nogę.
-Kochana... Wyszłaś wtedy na spacer z Cherry. Długo ciebie nie było. Postanowiliśmy ciebie wspólnie poszukać. Kiedy odnaleźliśmy ciebie, ty uciekłaś. Potem następne poszukiwania. Znaleźliśmy ciało. Przestraszyliśmy się, że nie żyjesz. Cała byłaś we krwi. Prawdopodobnie leciałaś i spadłaś. Zabraliśmy ciebie do akademii, gdy okazało się, że jest puls...
-A noga?
-Jej nie dało się uratować. Za kilka dni będziesz miała protezę. Wszystko wróci do normalności...
-Nie! Nie wróci! - przerwałam jej prawie krzykiem. Odkręciłam się. Zamknęłam oczy. Miałam wszystkich dość.

wtorek, 22 lipca 2014

Od Prady do Alexa

   No co ja się będę oszukiwać, motor całkiem mi się podobał, choć ja wolę inne marki.
- Nie dasz mi prowadzić, nie? - zaśmiałam się.
- Nie - również się zaśmiał i wsiadł na motor - Wsiadaj.
   Zrobiłam to, a on od razu ruszył. Przyznam, że uwielbiam jeździć motorem...
Dość szybko byliśmy na miejscu, a ja zaczęłam rozglądać się za jakimiś straganami z działem zwierzęcym. Miasto jest ostatnio oblegane przez turystów, więc można znaleźć w nim wszystko. Stwierdziłam, że muszę koniecznie zajrzeć do schroniska...
- Poczekasz chwilkę na mnie?- zapytałam.
- Jasne, a co masz zamiar zrobić?
- Zajrzę do schroniska, na wypadek gdybym znalazła tam mojego nowego towarzysza. - mrugnęłam i pobiegłam w stronę długiego budynku.
   Okazało się, że wejście jest z drugiej strony, więc musiałam obejść budynek i wtedy musiałam się przewrócić... o psa. Ładnego psa... Który nie ma właściciela... Tylko starą obrożę, bez identyfikatora...
Portrait of a Pitbull by Feeferlump
   "Znalazłam psa!" - wykrzyknęłam w myślach.
- Psiaku? - zawołałam, a pies podszedł do mnie nieufnie. - Ależ ty ładny.
 Ten po merdał lekko ogonem i podszedł bliżej.
- Nie masz właściciela? To już masz! - zaśmiałam się.
   Żeby tylko za mną poszedł...
   Ale nie było problemu, pobiegłam do Alexa, a za mną pies.
- Co to jest? Rasowego psa w schronisku nie znajdziesz... - powiedział podejrzliwie.
- Stał przed.
- Pewnie ma właściciela... Ale nie ma identyfikatora...
- No właśnie, a właściciela już ma! Mnie!
- Jak chcesz.
   Podniosłam psa z ziemi i popatrzyłam mu w oczy.
- Ależ ty ciężki... Ważysz chyba 8 kilo.
   Pobiegłam na stragany i kupiłam smycz łańcuszkową i taką samą obrożę. Pies chętnie je przymierzył i po chwili merdał już swym krótkim ogonem.
- To mów gdzie teraz - zaśmiałam się i pogłaskałam psa.

Alex?

poniedziałek, 21 lipca 2014

Od Alexa do Prady

 Wzruszyłem ramionami
- Bardziej dostałem od mojego przyjaciela, mieszka on niedaleko. Czy tu zawsze jest tak cicho ? - spytałem
- Nie tylko dzisiaj taki jakiś dziwny dzień...- Zauważyłem że papuga dziwnie się na mnie patrzy, zahuczała głośno
- Ohoho a Tobie co znowu ? - Dziewczyna zaczęła go głaskać a ptak wydawał przy tym dziwne odgłosy.
- To co mały wypad do miasta ? Teraz ? - zaproponowałem
- A po co? - spytała zdziwiona
- Chodź postawie Ci shake albo co tam wolisz - wstałem i podałem dziewczynie rękę, ona z wahaniem przyjęła
- No dobra ale mam nadzieję że masz auto bo taki kawałek na nogach to daleko - zaczęła marudzić. Zapaliłem papierosa
- Mam coś o wiele lepszego, chcesz ?- spytałem już ucieszony na myśl że wypróbuje mojego czerwonego ścigacza w tym terenie.
- No jasne, a co palisz ? - uniosłem czerwoną paczkę Malborasów. Idąc na parking powiedziałem psiakowi że ma tu zostać a ja za niedługo przyjdę. Posłusznie pobiegł się zająć sobą a ja pokazałem z dumą mój ścigacz.

Prada?

niedziela, 20 lipca 2014

Podziękowania!

Kochani! Dzisiaj (tj. 20 lipca 2014r.) wybiło nam na blogu ponad 2000 wyświetleń! Z tej okazji wielkie podziękowania dla członków akademii, dla czytelników, gości, dla wszystkich! Jesteśmy wdzięczne, że jest was coraz więcej, i że komuś się to podoba! Mamy nadzieję, że będzie tak dalej, albo i lepiej!
Dziękujemy!
Założycielki Akademii,
CocoChanel91 & Ktosieek

Od Prady do Alexa

- Co tam? - zapytałam. Zwykle jak nie mam co robić to irytuję ludzi, takie małe hobby.
- Nic ciekawego. - lekko się uśmiechnął. 
- Jakie twoje życie musi być nudne... 
- Czemu? - zaśmiał się.
- Ehh... Jesteś głupszy niż ustawa przewiduje... - zaśmiałam się lekko i po chwili dodałam: - Ładny pies.
- Dzięki. -odparł i spojrzał na zwierze - Hermes.
- Wiem. Twoje wołanie słychać już pod akademikiem, chyba też kupię sobie psa... Ciekawe tylko co na to Avici.
- Kto to? - zapytał.
- Ptak, bielik chyba. Nigdy mnie to nie interesowało. Przybłęda, jeśli można tak określić ptaka.
   Siedzieliśmy chwilę w ciszy, ale w końcu mi się znudziło, więc zaczęłam gwizdać. Chłopak popatrzył na mnie jak na idiotkę, ale co ja się będę przejmować. 
   Kilka sekund później przyleciała moja wyrośnięta Ara. Bielik usiadł mi na ramieniu wbijając ostre pazury, ale on się tym nie przejął.
- Gdzie kupiłeś psa? Czy dostałeś? W każdym razie idę jeszcze dzisiaj i kupuję psa, bo ten duży ptak nie daje mi spokoju...

Alex?

sobota, 19 lipca 2014

Od Alexa

 Właśnie miałem zamiar iść z moim pieskiem na długi spacer, obejrzeć okolicę i znaleźć jakieś fajne miejsca. Przypiąłem Hermesa do smyczy i ruszyliśmy w drogę ku nieznanemu. Pogrążony w myślach rzucałem piłkę dalej i dalej. Dogadywałem się z zwierzętami, rozumiałem je i ich uczucia jako że sam byłem w połowie zwierzęciem. Czasami chciałbym umieć wybrać pomiędzy nimi...albo człowiek albo wilk. Niestety za każdym razem gdy księżyc był w nowiu musiałem się przemieniać w ogromnego czarnego wilczura. Zaśmiałem się może kolor sierści akurat odzwierciedla mój czarny charakter?. Dalszą wadą bycia tego były emocje, zawsze gdy byłem zdenerwowany lub czymś rozgniewany wilcza natura próbowała pokonać tą wilczą. Musiałem z tym jakoś żyć ale były też plusy bycia tym kim jestem. Nie musiałem obawiać się odrzucenia od innych stron, jakoś zawsze wszystkich do mnie ciągło... no cóż nie zawsze w pozytywny sposób ale to zawsze coś ! Gdy pieseł się zmęczył udaliśmy się w stronę akademika, jutro szkoła a ja jakoś muszę się pozbierać, mój pokojowy kompan nie był dziś skory do rozmów więc wolałem wyjść i dać mu spokój. Usiadłem na drewnianej ławce przed budynkiem myśląc co mnie czeka jutro, gdy ktoś się do mnie przysiadł. Uśmiechnąłem się pod nosem.

Prada?

piątek, 18 lipca 2014

Od Angeliki

Długo po tym nie miałam przytomności. W końcu jednak się ocknęłam. Bolało mnie wszystko. W głowie mi się kręciło. Nie wiedziałam gdzie jestem. Przetarłam oczy. Burczało mi w brzuchu. Zajrzałam do torby, która ledwie przetrwała. Jagody ocalały. Zjadłam kilka. Chciałam się przejść po okolicach, wezwać pomoc. Z kieszeni wyjęłam telefon. Rozładowany. W odbiciu zobaczyłam coś strasznego. Z boku mojej głowy spływało mnóstwo krwi. Miałam podbite oko, i wiele innych siniaków. Co się ze mną stało?! Nic nie pamiętam... Przestraszyłam się swojego odbicia. Biegłam przed siebie, z nadzieją, że kogoś spotkam, ktoś mi pomoże. Nic. Pustka. Co ja zrobię? Może ktoś mnie szuka? Oby. Sama sobie nie poradzę. Wydawało mi się jakbym krążyła w kółko. Nie wiem nawet kiedy, zemdlałam.
-Angelika! - słyszałam głosy. Oczy odmawiały posłuszeństwa.
-Ludzie to ona! - ktoś krzyknął. To chyba Prada.- Angelika? Obudź się! - mówiła do mnie. Dotknęła mnie za rękę, sprawdzała mi puls. - Żyje! - krzyknęła do kogoś. - Wody! Szybko! Dzwońcie po pomoc! Róbcie coś!
Dalej słyszałam różne głosy. Ciężko było mi je rozpoznać. Przypomniałam sobie Cherry. Co z nią? Mimo woli wstałam. Ledwo otworzyłam oczy.
-Angelika! Ocknęła się! - krzyczała Prada.
Widziałam chyba wszystkich z Akademii. Stali niedaleko mnie. Przyjaciółka podała mi szklankę wody. Napiłam się.
-G-gdzie.. Cherry? - zapytałam z trudem.
-Spokojnie. Jest ona w Akademii z gosposią. Choć. Zabierzemy się do niej. - powiedziała głosem delikatnym.
Posadzili mnie na wózku inwalidzkim, abym nie miała kłopotów z drogą. Nie miałam siły nawet na jeden krok.

czwartek, 17 lipca 2014

Od Prady do Naomi

"Znowu jakieś dzieciaki robią psikusy naszym" - pomyślałam.
   Zabrałam Naomi do szpitala, gdyż z jej zdrowiem psychicznym było po prostu źle. Spędziłyśmy tam kilka godzin po czym już sama wróciłam do akademii.
   Przejrzałam cały materiał filmowy z miejsca zdarzenia i doszukałam się w nim suwaków od kostiumów, nagrywarek i sztucznych efektów. Dzieciaki się napracowały...
   Zadzwoniłam na policję, oczywiście przy pomocy dyrektorki i zgłosiłyśmy m. in. zakłócanie porządku i wiele innych wykroczeń. Policja oczywiście zajmie się tą sprawą po kilku miesiącach, albo w ogóle, więc sama może też się tym zajmę, jeśli zwykłe dzieciaki mogą straszyć nas, to czemu my nie moglibyśmy się tak samo pobawić.
   Naomi prawdopodobnie nie wróci do akademii, choć jeszcze się waha. Żeby takie szkody wyrządzić dziewczynie to trzeba mieć nieźle zrytą banie.
   Nazajutrz wszystko toczyło się normalnie. Jakby nic się nie wydarzyło, tylko ja znów zostałam sama. No została mi jeszcze Angela, ale to Naomi sprawiła, że zaczęłam się uśmiechać.

Od Prady do Colina

Zaśmiałam się.
- Ależ ty tajemniczy.
- Nie muszę się nikomu z niczego tłumaczyć. - uciął.
   Spojrzałam lekko w lewo i zobaczyłam tego jego kota. Nie miał zamiaru podchodzić, ale raczej nie chciał też odejść od chłopaka. Przeniósł przednią łapę do góry po czym niepewnie, ale dumnie położył ją przed sobą, przenosząc na nią ciężar ciała.
- Koty są dziwne - mruknęłam nadal na niego patrząc.
- Na pewno nie gorsze, niż tutejsze dzieciaki. - zniesmaczony Colin podniósł wzrok i popatrzył na kota.
- Ty też się do nich zaliczasz...
- Nie powiedziałem, że nie - pokręcił głową i znów zatopił się w lekturze. Zachowywał się jakby w ogóle mnie tu nie było, mistrzowsko opanował sztukę ignorowania innych.
   Zaczęło mnie to irytować, jednak nie zrezygnowałam z dalszego trucia życia zaczytanemu chłopakowi.
- A więc? O czym jest ta książka?

Colin?

sobota, 12 lipca 2014

Od Aleshii

 ~~Retrospekcja~~
 - Choć pokarzę Ci coś. - Lucas zakrył moje oczy swoimi dłońmi i prowadził mnie.
 - Mów! O co Ci chodzi? - cały czas na mojej twarz gościł uśmiech.
 On był jedyną osobą, którą kochałam. Mój braciszek. Bez niego świat był by do niczego. 
 - Już możesz patrzyć. - wziął ręcę z mojej buzi.
 - Co to za melina? - moja mina natychmiastowo się zmieniła na zirytowaną.
 - To, moja droga. Jest nasze nowe życie. - otworzył przede mną drzwi.
 Wzruszyłam ramionami i weszłam do środka.
 Ta opustoszała kamienica była na prawdę obrzydliwa, ale cóż. Spostrzegłam siedzącą na krześle z wyłożonymi nogami na stół dziewczynę. Widząc mnie gwałtownie wstała i zbliżyła się do nas.
 - Jestem Skyler Blake. Ty za pewne Alesha? - spojrzała na mnie jakby to w ogóle nie było pyatnie.
 - Tak? - uniosłam wysoko brwi.
 - Spokojnie wszystkiego się nauczysz. - puściła oczko do mojego brata.
 
 ~~~
 
 Tak zaczęła się przygoda z kradzieżami. Ja i Sky okradałyśmy zwykłych przchodniów. Portfele, komórki, drogie zegarki, sportowe samochody.
 Mój brat za to sprawował się jako dealer narkotyków. 
 Strasznie się zminiłam. Drogie imprezy, alkohol, marihuana... 
 Byliśmy nie do powstrzymania. Nikt nas nie złapał... do czasu.
 Przyłapano nas na kradzieży Mustanga shelby gt500. Boże. Ile ja oddałabym za to cacuszko. Mój brat trafił do celi. Ma odsiadywać 11 lat za handlowanie nielegalnym ziołem. Mnie natomiast odesłano do Akademii of True Identity. Nie powiem, że jestem zadowolona z pobytu w tym miejscu. Przyzwyczaiłam się do pobytach w niebywale obskurnych miejscach ze zbiegami, złodziejami, mordercami itd. To było towarzystwo pasujace idealnie do mojego charakteru. 
 ~~
 Pierwszy dzień w szkole. Na dodatek muszę dzielić pokój z kimś. 
 Wchodząc do szkoły zauwarzyłam parę dziewczyn stojących obok siebie. Można było dostrzec gołym okiem, że mnie obgdaują. Nie byłam pewna czy wiedzą dlaczego tu jestem. Próbując dostać się do swojej "celi" wpadłam na jakiegoś chłopaka.
- Patrz jak łazisz! - od razu rzuciłam chamsko.
- Niezmiernie przepraszam. - dodał ze sztucznym współczuciem.
 
 <Colin?>

czwartek, 10 lipca 2014

Od Alexa

Czułem się dziwnie trafiając tutaj w to odludne miejsce, nie znając nikogo. Chwyciłem za swoje dwie torby i wspiąłem się po schodach. Wielkie dębowe drzwi były otwarte zachęcając by wejść do środka. Przystanąłem jeszcze na chwilkę by odmachać mojej młodszej siostrze która siedziała z moim ojcem w aucie. Gdy zniknęli za pozłacaną bramą wszedłem do budynku i skierowałem się w lewo gdzie moim zdaniem znajdowały się pomieszczenia w których powianiem się zameldować.
-Dzień dobry, jestem Alex Crankford...-starsza kobieta popatrzyła zniesmaczona bo wyraźnie przeszkodziłem jej w czytaniu gazety. Wstała i podała mi rękę.
-Witam w naszym akademiku, przydzielono Ci pokój numer 5 mieszkasz razem z Colinem. Mam nadzieję że się dogadacie - Przytakiwałem tylko głową na znam że rozumiem.Gdy skończyła mówić odesłała mnie na drugie piętro gdzie miał się znajdować mój pokój. Posłusznie poszedłem gdzie mi wskazała i otworzyłem drzwi zaskoczony jego wyglądem. Oczekiwałem coś w stylu piętrowe łóżka i dwa biurka na cztery osoby a tu taka niespodzianka.
-Hej, jestem Alex- przywitałem się z chłopakiem siedzącym przed telewizorem.Chłopak zerknął na mnie i zauważyłem ciekawość w jego spojrzeniu. Koło niego siedział zwinięty w kulkę brązowy puszysty kot. Przeraziłem się myśląc już co się stanie gdy Hermes do dotrze albo ten kot skończy jako przekąska albo jakoś się zaprzyjaźnią... miałem nadzieję na tą drugą opcję.
-Cześć, jestem Colin. Śpisz na górze w lewym rogu-odparł tylko, uśmiechnąłem się sam do siebie. Widać trafiłem na chłopaka który nie ma zamiaru na przyjaźń. Gdy zobaczyłem swoje łóżko zadowolony zacząłem rozpakowywać swoje bety a na końcu ustawiłem swojego keytboarda. Na białym biurku postawiłem laptopa, i zauważyłem przy tym stos książek, zeszytów i plan lekcji.
- heh i znowu się zaczyna...-powiedziałem

sobota, 28 czerwca 2014

Od Colina do Vivienne

- Chociaż. Czy skazani, to nie wiem, ponieważ nie zamierzam być z tobą dłużej niż to konieczne. Gdy tylko przyjdzie tu Prada, lub ktoś inny ja się zmywam - mówię
- Zawsze tak dużo mówisz? - pyta
- Nie. Czuj się zaszczycona - siadam na krześle i zaczynam grzebać w kieszeni w poszukiwaniu niezawodnej paczki papierosów - Palisz? Nie? Trudno, ja się nie będę powstrzymywał.
Mimo, że odkąd Prada wymaszerowała powiadomić dyrekcję o moim cudownym znalezisku, nie zaszczyciłem dziewczyny spojrzeniem byłem pewien, że ona cały czas usilnie mi się przygląda. Przez pewien czas traktowałem to z dystansem, ale moją cierpliwość w końcu szlag jasny trafia, więc wbijam w nią nasączone złością spojrzenie.
- Mogę wiedzieć, czemu się na mnie tak patrzysz? - cedzę
Vi? Wybacz, ze takie krótkie

Od Colina do Prady

- Czytam - mamroczę pokazując Pradzie w połowie przeczytaną książkę w zabawnej skórzanej okładce w czarnym kolorze. - A to chyba jednak widać.
- Widać - śmieje się i siada obok mnie.
   Kumu raczej się to nie spodobało, ponieważ sycząc i prychając zeskoczył mi z kolan i zniknął mi z oczu.
- Przyjazny koteczek - mówi Prada
- Po prostu cie nie lubi - wzruszam ramionami i zaczynam ignorować dziewczynę.
- Co czytasz? - pyta jednak
   Podnoszę wzrok i z grymasem na nią patrze. Doskonale wiem, że ona zdaje sobie sprawę z tego, że nie mam ochoty na jej (ani niczyje inne) towarzystwo, ale jednak nadal siedzi obok mnie i szczerzy się jak głupi do sera.
- Książkę - staram się żeby moja odpowiedź przybrała jak najbardziej prawdziwy ton. Niech weźmie mnie za idiotę. A trudno.
- Zawsze odpowiadasz w ten sposób?
- Zależy co masz na myśli - nie powstrzymuje sarkastycznego uśmiechu
Prada?

piątek, 27 czerwca 2014

Od Angeliki

   Zjadłam obiad, Cherry również. Obie po odpoczynku postanowiłyśmy się przejść po lesie. Założyłam granatowe trampki oraz bluzę w paski, gdyż robiło się chłodno. Zabrałam torebkę, i ruszyłyśmy. Gdy tylko wyszłam z Akademii zmieniłam postać w wilka.
   Uwielbiam takie spacery z Cherry, szczególnie kiedy natrafimy na leśne owoce, tak jak dzisiaj na jagody. Wzięłam ich trochę na zapas do torebki. Po powrocie wszystkich poczęstuję.
   Szłyśmy spokojnie dalej. Nagle za drzewami ujrzałam starą chatkę, a w niej ogień. Wraz z wilczą przyjaciółką pobiegłyśmy bez zastanowienia w jej stronę. Domek wydawał się wcale nie przybliżać, a łapy nas coraz bardziej bolały.
- Cherry stop - powiedziałam zadyszana - nie dam rady dalej biec, to bieg w nieskończoność! - ledwo wypowiedziałam. Wilczyca spojrzała na mnie, jakby nie wiedziała, gdzie biegniemy. Zjadłam jeszcze parę jagód. Nie dałam ich jednak przyjaciółce, boję się, że mogą jej zaszkodzić...
   Obudziłam się w dziwnym pokoju. Nie mam pojęcia, jak się tam znalazłam. W oknach widziałam kraty, czułam się jak w więzieniu. Porwali mnie? Gdzie Cherry? Wstałam z łóżka i spojrzałam na podłogę. Pod łóżkiem, było mnóstwo krwi. Przestraszona postanowiłam wołać przyjaciółkę.
- Cherry! Cherry ! Gdzie jesteś?! Nie-e! Cherry! Błagam wróć! - krzyczałam jak najgłośniej ze łzami w oczach. To nie możliwe, by to była jej krew!
W pewnym momencie, do pokoju wbiegły dwie postacie, lew oraz, moim zdaniem, jego właściciel. Chcieli mnie złapać, coś mi zrobić. Wyglądali groźnie. Ze strachem przed nimi, chciałam uciec. Nie wiedziałam gdzie. Zauważyłam w pomieszczeniu jeszcze jedne drzwi. Nimi uciekłam. Biegłam przed siebie, z czasu się potykając. Na ramieniu wisiała mi torba. Dotarłam do lasu. Obejrzałam się. Gonili mnie dalej. Zjadłam parę jagód, zmieniłam się w smoka i poleciałam. Nie wiem tylko, gdzie... Zamknęłam oczy, czułam wiatr, który wiał prosto w twarz. Spadałam bezwładnie...

środa, 25 czerwca 2014

Od Naomi do Prady

Po godzinie znudziły mi się ciągłe remisy i zwycięstwa Prady, w tym dwa moje.
- Świetnie ci idzie!
- Dzięki, wzajemnie.
***
Wyszłam przed budynek, wiał lekki wiatr. Usiadłam na schodach i zaczęłam głaskać Nishę. Usłyszałam dziki krzyk, jęki... Wszystko działo się w lesie. "Zaprowadziłam" moją kotkę do pokoju i poszłam sprawdzić. Już po kilku minutach krzyki był coraz głośniejsze, a ja zapuszczałam się głębiej w las. Nagle zorientowałam się, że zupełnie nie wiem gdzie jestem! Drzewa wyglądał inaczej niż zwykle, zaczynało się ściemniać. Szłam, szłam, szłam i szłam, ciągle przed siebie. Dziwne odgłosy ucichły... Zamieniły się w szepty. Potem krzyki... A na końcu; krzyki, szepty, dźwięk jakby tarcia blachą o blachę, było słychać jednocześnie. Było tak głośno, że nic nie słyszałam, tak jasno, że nic widziałam, tak ciemno, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje, tak cicho, że nagle upadłam...
Obudziłam się w wielkiej, strasznej jaskini, wilgotnej... Otworzyłam powoli oczy. Nade mną stały okropne postaci, ich twarze był tak brzydkie, ich głosy tak okropne... Miały długie czarne włosy, porastały także ich ciała, ale nieco krótsze. Mieli błony między palcami, czarne, długie pazury jak kura, w pewnych miejscach pióra, na głowach rogi, ogon zakończony strzałą i kopyta... Zaczęłam piszczeć, byłam związana i sparaliżowana nie mogłam się ruszać. Na suficie wisiały ciała innych nadprzyrodzonych, całe w krwi...
Wytężyłam wszystkie siły i sięgnęłam za pomocą moje mocy po pochodnie - zapaliłam paskudne stwory, a także linę, którą byłam związana. Uciekłam, udało się...
Biegłam przez las, wokół mnie tylko płomienie... Wycie wilków. Robiłam to najszybciej jak mogłam. Straszny skwar panował, a mnie zaczęły gonić duchy... wampiry, wilkołaki. Płakałam, krzyczałam... Nikt nie słyszał - nikt nie pomógł.
Uciekałam tak przez całą noc, padłam z wycieńczenia na trawę... Łzy płynęły po moich policzkach... Zrobiło się zimno, wręcz lodowato. Sięgnęłam przez aparat, jakimś cudem wyszedł z tego zdarzenia cały i bez szwanku. Zapomniałam go wyłączyć i nagrał mi się film, z tego co przeżyłam. Oglądałam go kilkukrotnie, za każdym razem płakałam tak mocno, że się dusiłam.
Wstałam i zaczęłam szukać drogi do akademii. Błąkałam się jeszcze przez jeden dzień... Zobaczyłam budynek i weszłam tam.
Byłam brudna, obłocona, mokra z potu, pełna siniaków, zadrapań, ran...
Zobaczyła mnie Prada.

Prada?

wtorek, 24 czerwca 2014

Od Prady do Naomi

- Nie... Nic. Ty się niczym nie martwisz, jesteś taka beztroska. 
- A ty nie? - zapytała.
- Nie, to tylko taka maska. Przejmuję się wszystkim dookoła, ale tak na prawdę chyba bez powodu. Głupia ja...
   Chodziłyśmy po parku, po mieście rozmawiając o wszystkim i o niczym. Gdy tylko natrafiłyśmy na jakieś fajne widoki Naomi wyjmowała z torby aparat i robiła zdjęcia.
- Czy ty zawsze masz przy sobie aparat?
- Heh. Tak - zaśmiała się.
***
   Do akademii wróciłyśmy szybko. Pochodziłyśmy po lasach, po łąkach, ale szybko wróciłyśmy do budynku.
- Co będziesz robić? - zapytałam.
- Nie wiem. - zaśmiała się.
- To pograjmy w Monopoly! - krzyknęłam. 
- A masz? - zdziwiła się.
- No jasne, kiedyś grałam w nie z bratem. 
- To idziemy - i ruszyłyśmy do mojego pokoju.

Naomi?

Od Naomi do Prady

- Co się tak zerwałaś? Coś się stało?
- Nie,, to.. bo... znaczy tak, ale nie...
- Więc w końcu?
- Chodź na dwór, muszę zapalić!
Kiedy weszłyśmy przed bibliotekę powiedziałam:
- Mogę?
- Ty palisz?!
- Nie, ale nie potrafię żyć, z świadomością, że mogłam czegoś spróbować, a tego nie zrobiłam.
- Proszę. - Zaśmiała się.
Dobrze się zaciągnęłam i zakaszlałam.
- Mmm... muszę sobie kupić.
- Ty i papierosy?!
- Może nie tak często.. i nie takie, ale mam na oku miętowe... i cienkie.
- Aaa. Narkotyków też nie próbowałaś, może kupisz sobie marihuanę? - Wybuchnęła śmiechem.
- Haha! I tu się mylisz - próbowałam!
- Co? Gdzie kiedy jak?! Z kim?!
- Kolega poczęstował, ale tylko raz, poza tym; tak na spontana.
- Aha...
- Co?

Prada?

Od Prady do Naomi

- Heh, nie ma się czym martwić. Po przemianie jeszcze jakiś czas odczuwamy dziwne rzeczy. Pewnie twoja przemiana nastąpiła późno, podejrzewam, że pod koniec 16. Prawda?
- Emm... tak, no koło tego.
- Też tak miałam, ale u mnie już po wszystkim, nie masz się czym martwić.
- To czemu w takim razie było to takie zbliżone do dzisiejszych mocnych zdarzeń?
- Czytałam dzisiaj o tym. To po prostu wpływa na twoją psychikę. Wszystko to tylko wytwór wyobraźni.
***
   Wróciłyśmy wieczornym kursem i rozeszłyśmy się do pokojów. Wieczorna toaleta i spać.
Znów nie mogłam zasnąć. Brak snu nie był moim jedynym problemem. Nie jestem bojaźliwa, ale nienawidzę swojej umiejętności. Przeraża mnie. Może dlatego, że kiedyś spaliłam własny dom?
   W trakcie przemiany na rękach pojawiły mi się płomienie, a ja się tak wystraszyłam, że próbowałam je zgasić szmatą, zajęła się ona ogniem i potem moje łóżko. Płoną cały pokój, ale tylko on. Ja stałam w środku ognia i płakałam, a łzy zaraz wyparowywały. Tylko ja się nie zajęłam płomieniami.
   Takie życie. Teraz mam strach przed używaniem własnych "darów".
   Takie rozmyślanie sprawiło, że zasnęłam. Obudziłam się niestety koło 12, więc nie poszłam do szkoły. To był mój najdłuższy sen od kilku lat...
   Do południa siedziałam w szkolnej bibliotece, a jak tylko skończyły się lekcje zaciągnęłam Naomi do biblioteki publicznej w mieście.

Naomi?

Od Naomi do Prady

- Wpadłam na taki pomysł... że mogłybyśmy po bibliotece pójść miasto, coś zjeść... no i muszę ci coś powiedzieć... ważnego.
- Skąd wiesz, że mam ją w planach? Ale ok, zgadzam się.
- Cóż.. to tak jakoś... samo przyszło...
- Masz przeczucia i wizje?
- Nie.. no, znaczy... Nie jestem do końca pewna, czy można to tak nazwać; ale coś w ten deseń.
- Mmm... ciekawe. Dobra - chodźmy już.
***
   Po bibliotece, tak jak umówiłyśmy się; poszłyśmy do baru. Zjadłyśmy pizzę, a później szeptem powiedziałam:
- Wczoraj, po powrocie z lasu... prześladowały mnie koszmary senne. Poszłam więc do kuchni, napić się wody. Już na schodach zobaczyłam dziwne światła, szepty - jak wtedy w lesie... Pomyślałam, że to przez to przeżycie i to tylko wymysł mojej wyobraźni... Ale gdy zeszłam...To coś zaczęło się tłuc, upadłam... a obudziłam rano, w pokoju...

Prada?

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Od Vivienne

       „Słaba… wilk… upadła”. Słowa te co chwila dochodziły do mnie, kiedy nie byłam jeszcze w pełni przytomna ani świadoma swojego położenia. Kilkakrotnie budziłam się i próbowałam wstać z łóżka, ale czyjaś silna ręka nieznużenie posyłała mnie z powrotem na poduszki, a ja, wycieńczona, posłusznie  zapadałam w niespokojny sen.
         Wchodziłam do ciemnego pokoju, nieoświetlonego nawet nikłym blaskiem lampki stojącej na jadalnym stole. W mroku ledwo ujrzałam mamę zwijającą się z bólu w kącie. Gdy do niej pobiegłam, zobaczyłam strugi krwi oplatające jej szyję i ramiona jak upiorny szkarłatny naszyjnik. Wampir, który ją pogryzł, wychodząc z pokoju kopnął mojego tatę, leżącego bezwładnie przed drzwiami jak niepotrzebna nikomu marionetka i posłał mi szyderczy uśmiech.
- Miłej wycieczki – rzekł tonem wręcz ociekającym sarkazmem, po czym odwrócił się plecami i odszedł.
         Po raz ostatni spojrzałam na rodziców i, po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów w lesie, zmieniłam się w wilka. Teraz nie czułam bólu, byłam zbyt zamroczona makabrą, która rozgrywała się w niegdyś spokojnym, bezpiecznym domu. Minęła chwila, zanim zdołałam zmusić się do dalszego biegu, ale perspektywa konfrontacji z wampirami mnie zmobilizowała.
         Ten sen nawiedzał mnie jeszcze przez kilka kolejnych nocy. Moich wspomnień nie obchodziło to, że najchętniej wyrzuciłabym je z głowy – nieznudzone wracały ze zdwojoną siłą. Czułam się jak wrak statku na dnie morza cierpienia. Zewsząd otaczała mnie gęsta ciemność, a myśli zżerały mnie od środka. Miałam tylko nadzieje, że nie będzie jeszcze gorzej. Ku mojemu zaskoczeniu, po długich mękach, w końcu udało mi się przebudzić na dobre. Wtedy zobaczyłam nad sobą znajomą twarz, teraz lekko zdziwioną, ale radosną.
- Ile spałam?
         Chłopak przez chwilę milczał, a potem, jakby wyrwany z jawnego snu odpowiedział bez entuzjazmu:
- Prawie tydzień. Sądzę, że to przez niekompletną przemianę. Gdy cię znalazłem, miałaś resztki sierści na dłoniach. Jesteś… Och, powinnaś poznać Pradę. – mówił tak szybko, że ledwo go rozumiałam, choć muszę przyznać, że pomimo mało przyjacielskiego nastawienia był nawet uroczy.
- Kto to? – zapytała brunetka, która wmaszerowała do pokoju z papierosem w ręce. „Będzie ciekawie”, pomyślałam.
- To ta dziewczyna, o której ci mówiłem. Znalazłem ją przed akademią.
- Powiadomiłeś dyrekcję? – odparła, bardziej skupiona na analizowaniu mojej twarzy, niż na rozmowie z kolegą. – Nie ważne, i tak tam pójdę. Mógłbyś z nią zostać.
      W jej głosie było słychać, że to nie pytanie. Podniosłam poduszkę i oparłam się, spoglądając na chłopaka.
- Jestem Colin. Chyba jesteśmy na siebie skazani.

Colin?

Od Prady do Naomi

     Przez chwile byłam taka zszokowana, że nie mogłam się ruszyć. Wielki głaz...
- Jasna cholera! - zawołałam, gdy się ocknęłam.
Rozejrzałam się i zobaczyłam, że wszyscy są cali, a Avici wesoło skakał na gałęzi.
- Durny ptak. - mruknęłam.
- Co się stało? - zapytała Naomi.
- Nie mam pojęcia, ale tak jakby wszystko ucichło.
- Jednak nadal jestem za tym by się stąd zwijać. - powiedziała lekko drżącym głosem.
***
   Gdy dotarłyśmy do pokoju było koło pierwszej rano. Naomi poszła spać, a ja wróciłam do siebie. W między czasie zastosowałam się do zaleceń Naomi co do snu, ale raczej nie pomogło.
Zasnęłam o 2:30.
***
   Pobudka nie była miła, zwłaszcza, że mój sen trwał pięć godzin. Wzięłam poranną toaletę i poszłam do kuchni. Zjadłam kanapkę z serem i pomidorem, spakowałam potrzebne książki na poniedziałkowy plan i wyszłam z domu zamykając w nim Avici, ale pewnie i tak w jakiś sposób wyjdzie.
   Wchodząc do szkoły natknęłam się na Angelikę i Naomi, więc razem poszłyśmy na lekcje.
Trwały one dla mnie stanowczo za długo. Na wf'ie graliśmy w piłkę nożną, Naomi niestety była w przeciwnej drużynie i strzeliła nam dwa gole... Bo ja tylko jednego, choć mogła bym pochwalić się jeszcze jedną asystą.
Ostatecznie był remis.
   Po wf'ie poszłyśmy do przebieralni i wzięłyśmy szybki prysznic.
Angelika poszła do pokoju, a ja znów chciałam wybrać się do biblioteki, ale zatrzymała mnie Naomi.
- Hmm? Co chcesz? - zapytałam

Naomi?

Od Naomi do Prady

- Taaak.... Ty i ten orzeł... nieźle to wygląda. Księżyc, las..
- Eee...?
- Ciiii.... Słyszałaś?
- Tak. Co to za dźwięk?
<huk, brzęczenie, złowieszcze szepty nieznajomych>
- Nie mam pojęcia... na pewno nic dobrego!
- Racja.
- Spadajmy stąd - syknęłam.
- Padnij! - Krzyknęła i mnie przewróciła.
W miejscu, w którym przed sekundą stałyśmy leżał ogromny głaz!

Prada?

niedziela, 22 czerwca 2014

Od Prady do Naomi

Trzydzieści jeden minut po północy, a my spacerujemy po skraju lasu, nie wiem co mi przyszło do głowy...
- Naomi? 
- Tak?
- Wierzysz w duchy? W te które zabijają nadprzyrodzony? W te które nie mają swojego pana?
- Nie wiem... - odparła zmieszana - A skąd takie pytanie?
- Kiedyś stara wiedźma mi o nich opowiadała, bo nikt z rodziny nie jest nadprzyrodzony... Mówiła, że oni są przeklęci, że są po prostu straszni. - urwałam, nie wiedząc co dalej powiedzieć.
- A ty wierzysz?
- Nie... Ale wszystko jest możliwe. - uśmiechnęłam się od niechcenia.
- Miejmy nadzieję, że nie, ale...
- Nadzieja matką głupich. - przerwałam jej i znów powróciła moja niechęć do ludzi, prócz do niej. - Chodź do lasu, chyba wiem gdzie znajdziesz te zielsko.
- Lawendę - poprawiła mnie, a ja się zaśmiałam.
- To ruszajmy! - zawołałam wygłupiając się. Na ramię usiadł mi Avici i przez chwilę poczułam się jak pirat, co było idiotyczne. - Będziesz robić mi zdjęcia?
Ze sztucznym przerażeniem spojrzałam aparat. 

Naomi?

Od Naomi do Prady

- Siadaj - powiedziałam.
- O... dzięki.
- Od dawna tak nie śpisz?
- Ok. miesiąca.
- Polecam sok z lawendy i te tabletki... - Sięgnęłam po torbę i wyjęłam z niej leki.
- Spróbuję. Może pomoże.
- Idziesz na spacer?
- Teraz, w nocy? - spytała zdziwiona.
- Tja. W świetle księżyca zdjęcia wyglądają niesamowicie... Tutejszy las jest piękny! No i może znajdziemy lawendę.
- Dobra.
 Wyszłyśmy z akademii.

Prada?

Od Prady do Naomi

- Co to za mina? - zapytałam już zupełnie swobodnie.
- A nic... - nie dopytywałam dalej.
   Poszłyśmy do mojej ulubionej restauracji, choć nie wiem czy mogę ją tak nazwać, ale jedzenie tam jest przepyszne. Zamówiłam spaghetti, a Naomi karpia . Po "kolacji" bo była już 19:40 poszłyśmy na ostatni autobus do akademików.
   Przy windzie się rozeszłyśmy. Naomi do swojego pokoju, a ja do swojego, ale jak zwykle po dwóch godzinach leżenia w bezruchu wciąż nie mogłam zasnąć.
   Poszłam więc do Naomi. Najwyżej ją obudzę.
   Zapukałam, ale nikt nie odpowiedział więc nacisnęłam na klamkę i co się okazało? Drzwi były otwarte. Weszłam do środka i co zobaczyłam? Naomi robiącą zdjęcia kotu w słuchawkach.
   Ciekawe czy ma włączony dźwięk...
- Ekhmm? Naomi? - zawołałam.
- Ojej! Prada? Co ty tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.
- Nie mogłam spać, mam z tym problemy - nerwowy śmiech. - A tak poza tym to dzięki za zdjęcia...
- Nie ma sprawy - zaśmiała się.
- Tylko nie rób mi ich za często, bo do "czasem" nie mam nic przeciwko - śmiech, szczery... Jak to u mnie możliwe?

Naomi?

Od Naomi do Prady

   Poskładałam ciuchy byle jak i wyruszyłam z nieznajomą do biblioteki. Całą drogę przemilczałyśmy. Na miejscu wesoło podeszłam do regału z książkami kryminalnymi.
- A ty, co czytasz? - zainteresowałam się.
- Książki o nadprzyrodzonych. - Odparła monotonnie dziewczyna.
   Bez odpowiedzi sięgnęłam po Sherlocka Holmesa. Pradę zdziwiło to jak delikatnie dotykałam książkę oraz ją oglądałam.
   Podeszłam do biurka. Już po chwili byłam zagłębiona w lekturze. Jednakże moja koleżanka szukała jeszcze czegoś odpowiedniego dla siebie. Podeszłą do niej bibliotekarka:
- W czymś pani pomóc?
- Nie, dziękuję - z przymusem się uśmiechnęła.
   Zaraz po jej odejściu odłożyłam książkę i stanęłam obok niej. Nic nie mówiłam, tylko się wpatrywałam. Wyjęłam aparat, zaczęłam robić zdjęcia. Wychodziły idealnie.
- Świetnie z ciebie modelka. - Zagaiłam.
- Ze mnie? - zaśmiała się mierząc mnie wzrokiem.
- Mhm... - Parsknęłam nie zaprzestając robienia zdjęć.
- Możesz mnie nie oślepiać fleszem?! - burknęła.
- Nie. A czy ty możesz stanąć tam? - wskazałam ręką na sąsiedni regał. Nie uzyskałam odpowiedzi, więc sama pchnęłam dziewczynę w tamtą stronę.
- I już, po bólu. - Jęknęłam chowając aparat i powracając do lektury.
***
   Gdy wracałyśmy Prada zapaliła papierosa, a że jej uroda była niezwykle oryginalna to jeszcze na tle kwiatów wyglądało to pięknie. Znów zrobiłam kilka zdjęć, poprawiłam jej włosy. Poprosiłam, by założyła okulary. Następnie stanęłam przy niej pokazując zdjęcia.
   Nagle odwracając głowę zobaczyłam sklep zoologiczny. Pośpiesznie weszłam. Na pułkach stały klatki chomików, terraria pająków oraz węży, mieszkanka świnek morskich, miniaturek króliczków, waranów... Karm dla psów, kotów, papug... Jeden z węży zwrócił moją szczególną uwagę. Był taki piękny... Chciałam go kupić, ale gdy spojrzałam na cenę nogi mi się ugięły. Wybrałam jednak chomika dżungarskiego. Ale po chwili cofnęłam się - gdyby moja kotka go dopadła...!
   Smutna wyszłam ze sklepu i dogoniłam Pradę.

Prada?

Od Prady do Naomi

- Cześć - przywitałam się. Właściwie się jej nie spodziewałam, ale dobrze znać wszystkich. - Jak masz na imię?
Trochę sucho, ale co tam się będę wysilać.
- Naomi - odpowiedziała trochę niepewnie. - A ty?
Zaczęła się uśmiechać.
- Prada - odpowiedziałam leniwie. Spojrzałam niżej i zobaczyłam, aż cztery walizki.
Kto normalny bierze tyle walizek?! Ja zabrałam zaledwie dwie...
- Widzę, że jesteś to nowa. Jest niedziela, więc idź się rozpakować, masz tyle wolnego czasu... Też bym tak chciała. - zmęczona tym całym gadaniem chciałam odejść, ale Naomi mnie uprzedziła.
- A co będziesz robić? - zapytała entuzjastycznie.
- Idę do biblioteki w mieście...
- W niedziele jest czynna? - zaczynała mnie irytować, ale i podobać.
- Tak. - odparłam krótko.
- Mogę iść z tobą?
- Właściwie to przyda mi się towarzystwo. Tylko pomogę ci odnieść walizki do pokoju...

Naomi?

Od Naomi - Nowa...

   Spakowałam cztery duże walizki oraz jedną torbę. Następnie zjadłam solidne śniadanie i wyruszyliśmy. Plusem było auto; niezwykle bezpieczne oraz szybkie. Czekała nas długa, monotonna droga.
   ***
   Tato zaparkował, budynek był nowoczesny oraz sprawiał wrażenie dużego. Powoli wysiadłam, ucałowałam i przytuliłam go ostatni raz. Do moich oczu napłynęły łzy. Zaczęłam kruczono trzymać swoje bagaże, z torby wyskoczył kot.
- Nisha! Miałaś zostać w domu! - Jęknęłam.
   A ona tylko "czarująco" miauknęła. Ojciec odjechał.
   Ruszyłam w stronę drzwi. Niepewnie złapałam klamkę i weszłam. Podeszła do mnie jakaś dziewczyna.

Prada?

Od Angeliki do Katie

Następnego dnia miałyśmy razem się przejść do miasteczka. Chciałam kupić nową obrożę dla Cherry a Katie miała mi pomóc. Jednak kiedy po nią poszłam, nie zastałam jej w pokoju. Ruszyłam więc do smoczarni. Tam też jej nie było. Zostawiła wiadomość na beczce z wodą.:
Droga Angeliko.
 Przepraszam, że ci to przekazuję w taki sposób. Wraz z moim bratem musimy odejść z Akademii. Nie wiemy, czy kiedyś wrócimy. Muszę już kończyć (bo nie dolecimy przed zmierzchem). 
Żegnam, Katie.
,,Szkoda'' - pomyślałam - ,,wydawała się spoko dziewczyną. Może wróci...'' Odeszłam. Zabrałam list ze sobą. Wytłumaczyłam reszcie akademii o zaistniałej sprawie. Pokój Katie i Jace'a jest znowu pusty...
Po nową obrożę pojechałam sama. Wróciłam dwie godziny później.
- Chodź Cherry! - zawołałam moją wilczą przyjaciółkę. Ona spokojnie podeszła i cicho szczeknęła.
- Patrz co mam dla ciebie! Nowa obroża. Podoba się? - wilk krótko odpowiedział. Założyłam. Leżała jak ulał.
- Grzeczna Cherry. Chodź teraz coś zjeść! Słyszysz jak burczy mi w brzuchu? - zaśmiałam się i obie poszłyśmy. Dalej jednak rozmyślałam, co się wydarzyło u Katie.

piątek, 20 czerwca 2014

Od Prady do Colina

   - Zależy co przez to uważasz. - odparłam wyłaniając się z cienia, który dawał mi wysoki las. - Zamierzałeś przemknąć niezauważony?
Chłopak spojrzał na mnie nieufnie, a może podejrzliwie? Nie jestem mistrzynią w odgadywaniu wyrazów twarzy.
- Akurat zamierzałem się ze wszystkimi zapoznać - powiedział, trochę cicho, gorzko.
- Tak, jesteś faktycznie przyjacielsko nastawiony. - zaśmiałam się i przeniosłam ciężar ciała na lewą nogę. - Jestem Prada.
Wyciągnęłam rękę, ale chłopak jej nie przyjął.
- Colin. - odparł tylko, wciąż patrząc na mnie nieprzyjemnie.
- Więc? Czemu tu jesteś? Każdy ma swoją historię.
Zobaczyłam w jego oczach błysk gniewu. Czyli lepiej nie dopytywać.
   Nic nie mówiąc chwycił walizkę, a na niej kota, i poprowadził w stronę akademiku. Ja oczywiście poszłam za nim, wiedząc tylko, że to wina ogromnej ciekawości.
- Czemu jeszcze tu jesteś? - spytał z wyraźną irytacją.
- Bo jestem ciekawa. Nowi ludzie, nowe znajomości! - zakpiłam.
- Świetnie - mrukną.
- Dobra, nie przeszkadzam.
   Gdy tylko doszliśmy do drzwi wejściowych akademiku, on poszedł w swoją stronę, a ja w swoją. Wjechałam na drugie piętro, otworzyłam pokój, zamknęłam go i powaliłam się a łóżku. Przeleżałam tak kilka minut, po czym poszłam do toalety. "Szybki prysznic i spać" - pomyślałam.
   Łatwo pomyśleć, trudniej zrobić. Po prysznicu przeleżałam chyba z dwie godziny i nadal nie mogłam zasnąć. W końcu zdecydowałam się na coś na sen. Tym razem zasnęłam po 30 minutach.
   Następnego dnia wstałam koło południa. Szybko się ubrałam w czarne rurki i w luźną bluzkę na rękaw 3/4. Zjadłam dwa tosty z dżemem, chwyciłam cienką kurtkę, klucze i zbiegłam po schodach na parter budynku. Pognałam na autobus do miasta i idealnie zdążyłam na jego przyjazd o 12:55.
   Będąc już w mieście nie chodziłam po sklepach, jak zrobiła by to zwykła nastolatka, tylko poszłam do biblioteki, choć nie za bardzo lubię czytanie, chciałam się dowiedzieć więcej o nadprzyrodzonych i ich mocach.
   Poświęciłam na czytanie kilka godzin i dopiero koło 17 wyszłam z biblioteki. Udałam się do pobliskiej restauracji i zamówiłam karkówkę z grilla, frytki i sałatkę grecką. Wszystko zjadłam dość szybko, gdyż byłam po prostu głodna po tych kilku godzinach przy książkach.
   Na terenie akademii byłam koło dwudziestej, ale już robiło się ciemno. Jakie szczęście, że dni będą coraz dłuższe.
   Przechodząc koło latarni zauważyłam Colina z książką w ręku i z kotem na kolanach. Cóż za zbieg okoliczności!
- Witaj dobry człowieku - zaśmiałam się. - Co robisz o takiej porze na ławce pod latarnią?

Colin?

Od Colina

   Akademia w sumie prezentuje się nawet dobrze. Dużo zieleni, drzew. Ogólnie - miejsce na zadupiu. I mi to pasuje. Siadam na swojej czarnej walizce. W końcu nie trzeba się przecież gdzie śpieszyć. Zaczynam rozmyślać nad swoim położeniem. Wylądowałem tu przez przypadek. Zaryzykuje nawet stwierdzeniem, że również wbrew mojej woli. Ale co poradzić? Najważniejsze jest abym teraz wtopił się w noc i bez nawet najcichszego szelestu dostał się do akademii. A potem? Jakoś zleci.
Łatwiej powiedzieć, niż zrobić.
Spoglądam w niebo. Księżyc nie świeci zbyt mocno. Gdybym nie miał swoich psycho zdolności pewnie sprawiałoby mi to problem. 
   Kilka kruków drąc się przelatuje tuż nade mną. Tym to dobrze. Rób co chcesz, leć gdzie chcesz. Prawdziwa definicja wolność.
   Wstaje. W sumie, im szybciej ruszę stąd swój tyłek, tym szybciej będę miał z głowy to całe "witanie się" z grupą przewrażliwionych dziewczynek i rozpuszczonych do granic możliwości chłopców. Łapię za walizkę i pewnym krokiem ruszam w ciemność. Im bliżej akademii jestem, tym mocniej dochodzę do wniosku, że pozory mylą. Z daleka okazała i mocna konstrukcja ukryta w lesie, z bliska szopa dla bogaczy. Okey.
   Czarny kot biegnie w moim kierunku i zatrzymuje się o kilkanaście centymetrów przed moimi nogami.  
- Tu jesteś - mówię wcale nie siląc się na uśmiech. Lubię koty.. i one chyba mnie też.
- Miaał - mruczy i wskakuje na walizke. Wzrok Kumu mówi sam za siebie "Ciągnij pospólstwo, szlachta się zmęczyć nie może". Uśmiecham się. Dobrze, że przynajmniej mam jego. Delikatnie ciągnę walizkę i przedrzeźniam się z Kumu, kiedy nagle słyszę za sobą trzask gałęzi. Jak zawsze w chwili potencjalnego zagrożenia przygotowuje się do stworzenia kilku cieni, które "oddadzą swoje życie" aby mnie chronić. Sprawiając przy tym mojemu wrogowi dość duże problemy psychiczne. Tak mi.. przykro?
- Ej spokojnie, to tylko ja - słyszę
Tak. To ma sens
- Super. - mówię scenicznym szeptem który przepełniony jest sarkazmem. - Swój czy wróg?
< Ktoś dokończy? Grazie? >

Baner

Zrobiłam baner, miło było by gdybyście wstawili go na swoje prezentacje. Taka tam reklama <3

<a href="http://akademiabrakwenyxd.blogspot.com"><img src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjLyXp8wYg5J4AfmTGpJGHKRXBU4QPJwFlqx2QvfzFjaqIp-jG1GfAJiZP3IQ4mivQa_AkBWRw0DBrQ8AwzrQ7h3ftPnu8FEDpvgS7d4oSNHNhgs1u4_v0nFIdee71B6ZTY2OJFJoK4ovmk/s1600/akademiiia.png" border="0"></a>

Pozdrawiam
~Prada

Od Jace'a

W nocy nie mogłem spać.Wyszedłem z pokoju i pognałem do smoczarni gdzie czekała Swiftkill
-Przelecimy się?-spytałem
-Jasne...-odpowiedziała.Szybko ją osiodłałem po czym wznieśliśmy się w powietrze.Zobaczyliśmy demona
-Zabawimy sie?-spytała smoczyca
-No a jak-zaśmiałem sie cicho wyjmując miecz.Demon zaatakował.Swift unikneła ciosu w tors ale stwór zranił jej skrzydło.Zaczeliśmy spadać.Hukneliśmy o ziemie a jedynie co zobaczyłem to Swift leżącą w bezruchu...potem ciemność..

Od Katie

Wstałam rano i wyjżałam za okno.Było 4:30...Szybko ubrałam się i wyszłam poszukać Blooda.Znalazłam go przy urwisku...
-Co urwisie -zaśmiałam się głaszcąc jego łuski na grzbiecie
-Wrrrr-warknął wpatrując się w krzaki
-Co jest?-spytałam go telepatycznie*
-Ktoś tam siedzi-odparł
-Zwierze?Człowiek?-dopytywałam się
-Wilk...samica-odparł niechętnie
-Wyłaź!-krzyknęłam w strone krzaków.Wyszedł z tamtad wilk który po chwili zmienił się w dziewczyne
-Spokojnie...nie zjem cię-zaśmiała się dziewczyna
-Ty mnie nie ale nie wiem czy Blood jadł śniadanie-stwierdziłam ponuro
-Yyy...mam nadzieje że jadł...i jestem Angelika-odparła
-A ja Katie a to Bloodspill-przedstawiłam siebie i smoka

Angelika??

*Katie i Bloodspill są połaczeni umysłami w celu porozumiewania się(to samo Jace i Swiftkill)

Od Vivienne

    Szczerze mówiąc, niezbyt dobrze  pamiętam, jak się tu znalazłam. Co jakiś czas w mojej głowie pojawiają się urywki wspomnień z tamtej nocy – krew, krzyk mamy, gryzionej przez wampiry i tatę, na wpół żywego, przegrywającego z targającymi go konwulsjami. Później bieg. Szaleńczy bieg lasem, donośne okrzyki wampirów, które po jakimś czasie odpuściły i wróciły do swojej siedziby. Zdawałam sobie sprawę ze swego beznadziejnego położenia – co prawda, mordercze kreatury, do których nigdy nie pałałam sympatią puściły mnie wolno i nie wyssały ze mnie krwi, ale tym samym zostawiły na pewną śmierć z wycieńczenia, głodu i zimna.
    Dni dłużyły się niemiłosiernie, a z każdym wschodem słońca ja stawałam się coraz słabsza. W postaci wilka przemierzałam góry, lasy i doliny; co jakiś czas udawało mi się upolować niewielkie zwierzę,  jednak najedzenie się chudą wiewiórką graniczyło z cudem. W końcu, po wielu tygodniach tułaczki nie wytrzymałam. W czasie przemiany w człowieka czułam tylko ból. Agonię, jakby kości rozrywały mnie od środka, kurczyły się, przerywały mięśnie łamiące kręgosłup.
    Czasem we śnie słyszę skrzypienie otwieranych wrót, przed oczami pojawia się zamazany obraz potężnej, metalowej bramy i błysk w oczach. I wtedy widzę, jak wysoki brunet nachyla się nade mną i pyta:
- Kim jesteś?
   A ja, zamiast odpowiedzieć, padam nieprzytomna na puszysty śnieg i tracę świadomość.

Od Angeliki

Zadzwonił budzik. Słońce było już na niebie. Mama przyniosła kilka kanapek i ciepłą herbatę. Spytała się swoim delikatnym głosem, czy wszystko spakowałam, oraz odrzekła, że tata zawiezie mnie na miejsce. Ten poranek był inny. Dziwnie spokojny. Nie zważając na nic, uszykowałam się szybko. Pożegnałam się ze swoimi zwierzątkami, a rodzina mnie odwiozła, tam do Akademii of True Identity. Całą drogę rozmyślałam, czy ja dobrze robię? Kto się zajmie siostrzyczką kiedy rodzice będą w pracy? A zwierzęta ? Trudno. Dzisiaj porzucam to wszystko. Zaczynam od początku. Zapominam o tym, co mnie złego spotkało. Wchodzę do Akademii z nadzieją na lepszych przyjaciół...
- Dzień dobry! - zawołałam.
- Ach dzień dobry. A co panienka tutaj robi? Zabłądziła? - zapytała woźna pilnie przemierzając mnie wzrokiem.
- Zostałam przyjęta do tej szkoły...
- Pokaż zaproszenie. - nie dała mi dokończyć, a ja posłusznie wyciągnęłam kopertę. - Ach! Panna Angelika Rouse! Zapraszam serdecznie! Przepraszam najmocniej za moją surowość, jednak mocno pilnujemy by nikt nie dowiedział się o nadprzyrodzonych... Proszę! Twój pokój nr 7 jest na pierwszym piętrze. Na razie mieszkasz tam sama. Zaprowadzić ciebie? - jej głos nagle złagodniał.
- Nie, dziękuję. Myślę, że dojdę sama.
I o to jest! Mój własny pokój. Nie spodziewałam się,że będzie tak duży, tak piękny! Wzięłam się za rozpakowanie walizek a zaraz potem napisałam do mamy SMS :  

Mamo, piszę do ciebie abyś się o mnie nie martwiła. Mam piękny pokój a pani gospodyni mile mnie ugościła. Teraz sobie odpocznę po podróży. Pozdrawiam, Angela


Wysłano. Rzuciłam telefon na łóżko a wraz z nim sama się położyłam. ,,Całkiem wygodne'' - pomyślałam

Od Prady

   Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam ogromną akademię, przeniosłam się tu w połowie roku, ale tak tu podobno zaczyna się rok szkolny. Ojciec cały czas na mnie narzekał, a że mój brat się tu uczył też mnie tu przywiózł. Nie jest nadprzyrodzonym. Gdy jeszcze brat z nami mieszkał podejrzewaliśmy, że umiejętności mamy po dziatkach, ale nie. On nawet poszedł do wróżki, ale i ona nie pomogła. Teraz nas to właściwie nie interesuje. On jest wilkołakiem, a ja piromanem.
   Wychodząc z samochodu przyjrzałam się po raz ostatni ojcu i odwróciłam się na pięcie. Dotarłam do zwykłych drzwi wejściowych i udałam się do gabinetu dyrektora. Zapukałam i odczekałam 5 sekund.
- Proszę wejść! - usłyszałam dość niski głos jak na kobietę, co okazało się jak weszłam.
- Prada... Siostra Patricka. - powiedziałam zmieszana.
- Ach... Tresch? Tak... Czekałam na ciebie.
- Doprawdy? - zdziwiłam się.
- Tak. - ucięła - Podpisz się.
   Wyciągnęła z szuflady plik kartek i mi podała. 
Podpisałam natychmiast i oddałam z powrotem  .
- Nie przeczytasz, dziecko?
- Nie. - Nie zamierzam zostać tu długo - mruknęłam. 
Miałam gdzieś, czy to usłyszała, czy też nie.
- Twój pokój to numer 135. Kluczyk czeka na ciebie w drzwiach.
- Jak trzynastego w piątek - uśmiechnęłam się i wyszłam. 
   Chwyciłam torby, dwie walizki i zaczęłam wspinaczkę po kilku stopniach do windy. Wchodząc do windy kliknęłam piętro 2 i poczekałam.
Dojeżdżając zerknęłam za siebie i zobaczyłam dwie dziewczyny.  Stały w małym odstępie od siebie. Pewnie też są na pierwszym roku. 
   Doszłam do mojego pokoju na drzwiach miał liczbę 135, a pod spodem mniejszymi poój nr. 2.
   Weszłam i od razu powaliłam się na łóżko. Jak dobrze, że dziś nie muszę się uczyć. Stwierdziłam, że pójdę do miasta na lody. Chwyciłam torbę, w której znajdował się tylko telefon i portfel i wybiegłam z sypialni.

Obserwatorzy