- Nie dasz mi prowadzić, nie? - zaśmiałam się.
- Nie - również się zaśmiał i wsiadł na motor - Wsiadaj.
Zrobiłam to, a on od razu ruszył. Przyznam, że uwielbiam jeździć motorem...
Dość szybko byliśmy na miejscu, a ja zaczęłam rozglądać się za jakimiś straganami z działem zwierzęcym. Miasto jest ostatnio oblegane przez turystów, więc można znaleźć w nim wszystko. Stwierdziłam, że muszę koniecznie zajrzeć do schroniska...
- Poczekasz chwilkę na mnie?- zapytałam.
- Jasne, a co masz zamiar zrobić?
- Zajrzę do schroniska, na wypadek gdybym znalazła tam mojego nowego towarzysza. - mrugnęłam i pobiegłam w stronę długiego budynku.
Okazało się, że wejście jest z drugiej strony, więc musiałam obejść budynek i wtedy musiałam się przewrócić... o psa. Ładnego psa... Który nie ma właściciela... Tylko starą obrożę, bez identyfikatora...
"Znalazłam psa!" - wykrzyknęłam w myślach.
- Psiaku? - zawołałam, a pies podszedł do mnie nieufnie. - Ależ ty ładny.
Ten po merdał lekko ogonem i podszedł bliżej.
- Nie masz właściciela? To już masz! - zaśmiałam się.
Żeby tylko za mną poszedł...
Ale nie było problemu, pobiegłam do Alexa, a za mną pies.
- Co to jest? Rasowego psa w schronisku nie znajdziesz... - powiedział podejrzliwie.
- Stał przed.
- Pewnie ma właściciela... Ale nie ma identyfikatora...
- No właśnie, a właściciela już ma! Mnie!
- Jak chcesz.
Podniosłam psa z ziemi i popatrzyłam mu w oczy.
- Ależ ty ciężki... Ważysz chyba 8 kilo.
Pobiegłam na stragany i kupiłam smycz łańcuszkową i taką samą obrożę. Pies chętnie je przymierzył i po chwili merdał już swym krótkim ogonem.
- To mów gdzie teraz - zaśmiałam się i pogłaskałam psa.
Alex?