Właśnie miałem zamiar iść z moim pieskiem na długi spacer, obejrzeć okolicę i znaleźć jakieś fajne miejsca. Przypiąłem Hermesa do smyczy i ruszyliśmy w drogę ku nieznanemu. Pogrążony w myślach rzucałem piłkę dalej i dalej. Dogadywałem się z zwierzętami, rozumiałem je i ich uczucia jako że sam byłem w połowie zwierzęciem. Czasami chciałbym umieć wybrać pomiędzy nimi...albo człowiek albo wilk. Niestety za każdym razem gdy księżyc był w nowiu musiałem się przemieniać w ogromnego czarnego wilczura. Zaśmiałem się może kolor sierści akurat odzwierciedla mój czarny charakter?. Dalszą wadą bycia tego były emocje, zawsze gdy byłem zdenerwowany lub czymś rozgniewany wilcza natura próbowała pokonać tą wilczą. Musiałem z tym jakoś żyć ale były też plusy bycia tym kim jestem. Nie musiałem obawiać się odrzucenia od innych stron, jakoś zawsze wszystkich do mnie ciągło... no cóż nie zawsze w pozytywny sposób ale to zawsze coś ! Gdy pieseł się zmęczył udaliśmy się w stronę akademika, jutro szkoła a ja jakoś muszę się pozbierać, mój pokojowy kompan nie był dziś skory do rozmów więc wolałem wyjść i dać mu spokój. Usiadłem na drewnianej ławce przed budynkiem myśląc co mnie czeka jutro, gdy ktoś się do mnie przysiadł. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Prada?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz