Długo po tym nie miałam przytomności. W końcu jednak się ocknęłam. Bolało mnie wszystko. W głowie mi się kręciło. Nie wiedziałam gdzie jestem. Przetarłam oczy. Burczało mi w brzuchu. Zajrzałam do torby, która ledwie przetrwała. Jagody ocalały. Zjadłam kilka. Chciałam się przejść po okolicach, wezwać pomoc. Z kieszeni wyjęłam telefon. Rozładowany. W odbiciu zobaczyłam coś strasznego. Z boku mojej głowy spływało mnóstwo krwi. Miałam podbite oko, i wiele innych siniaków. Co się ze mną stało?! Nic nie pamiętam... Przestraszyłam się swojego odbicia. Biegłam przed siebie, z nadzieją, że kogoś spotkam, ktoś mi pomoże. Nic. Pustka. Co ja zrobię? Może ktoś mnie szuka? Oby. Sama sobie nie poradzę. Wydawało mi się jakbym krążyła w kółko. Nie wiem nawet kiedy, zemdlałam.
-Angelika! - słyszałam głosy. Oczy odmawiały posłuszeństwa.
-Ludzie to ona! - ktoś krzyknął. To chyba Prada.- Angelika? Obudź się! - mówiła do mnie. Dotknęła mnie za rękę, sprawdzała mi puls. - Żyje! - krzyknęła do kogoś. - Wody! Szybko! Dzwońcie po pomoc! Róbcie coś!
Dalej słyszałam różne głosy. Ciężko było mi je rozpoznać. Przypomniałam sobie Cherry. Co z nią? Mimo woli wstałam. Ledwo otworzyłam oczy.
-Angelika! Ocknęła się! - krzyczała Prada.
Widziałam chyba wszystkich z Akademii. Stali niedaleko mnie. Przyjaciółka podała mi szklankę wody. Napiłam się.
-G-gdzie.. Cherry? - zapytałam z trudem.
-Spokojnie. Jest ona w Akademii z gosposią. Choć. Zabierzemy się do niej. - powiedziała głosem delikatnym.
Posadzili mnie na wózku inwalidzkim, abym nie miała kłopotów z drogą. Nie miałam siły nawet na jeden krok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz