W nocy nie mogłem spać.Wyszedłem z pokoju i pognałem do smoczarni gdzie czekała Swiftkill
-Przelecimy się?-spytałem
-Jasne...-odpowiedziała.Szybko ją osiodłałem po czym wznieśliśmy się w powietrze.Zobaczyliśmy demona
-Zabawimy sie?-spytała smoczyca
-No a jak-zaśmiałem sie cicho wyjmując miecz.Demon zaatakował.Swift
unikneła ciosu w tors ale stwór zranił jej skrzydło.Zaczeliśmy
spadać.Hukneliśmy o ziemie a jedynie co zobaczyłem to Swift leżącą w
bezruchu...potem ciemność..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz