poniedziałek, 23 czerwca 2014

Od Vivienne

       „Słaba… wilk… upadła”. Słowa te co chwila dochodziły do mnie, kiedy nie byłam jeszcze w pełni przytomna ani świadoma swojego położenia. Kilkakrotnie budziłam się i próbowałam wstać z łóżka, ale czyjaś silna ręka nieznużenie posyłała mnie z powrotem na poduszki, a ja, wycieńczona, posłusznie  zapadałam w niespokojny sen.
         Wchodziłam do ciemnego pokoju, nieoświetlonego nawet nikłym blaskiem lampki stojącej na jadalnym stole. W mroku ledwo ujrzałam mamę zwijającą się z bólu w kącie. Gdy do niej pobiegłam, zobaczyłam strugi krwi oplatające jej szyję i ramiona jak upiorny szkarłatny naszyjnik. Wampir, który ją pogryzł, wychodząc z pokoju kopnął mojego tatę, leżącego bezwładnie przed drzwiami jak niepotrzebna nikomu marionetka i posłał mi szyderczy uśmiech.
- Miłej wycieczki – rzekł tonem wręcz ociekającym sarkazmem, po czym odwrócił się plecami i odszedł.
         Po raz ostatni spojrzałam na rodziców i, po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów w lesie, zmieniłam się w wilka. Teraz nie czułam bólu, byłam zbyt zamroczona makabrą, która rozgrywała się w niegdyś spokojnym, bezpiecznym domu. Minęła chwila, zanim zdołałam zmusić się do dalszego biegu, ale perspektywa konfrontacji z wampirami mnie zmobilizowała.
         Ten sen nawiedzał mnie jeszcze przez kilka kolejnych nocy. Moich wspomnień nie obchodziło to, że najchętniej wyrzuciłabym je z głowy – nieznudzone wracały ze zdwojoną siłą. Czułam się jak wrak statku na dnie morza cierpienia. Zewsząd otaczała mnie gęsta ciemność, a myśli zżerały mnie od środka. Miałam tylko nadzieje, że nie będzie jeszcze gorzej. Ku mojemu zaskoczeniu, po długich mękach, w końcu udało mi się przebudzić na dobre. Wtedy zobaczyłam nad sobą znajomą twarz, teraz lekko zdziwioną, ale radosną.
- Ile spałam?
         Chłopak przez chwilę milczał, a potem, jakby wyrwany z jawnego snu odpowiedział bez entuzjazmu:
- Prawie tydzień. Sądzę, że to przez niekompletną przemianę. Gdy cię znalazłem, miałaś resztki sierści na dłoniach. Jesteś… Och, powinnaś poznać Pradę. – mówił tak szybko, że ledwo go rozumiałam, choć muszę przyznać, że pomimo mało przyjacielskiego nastawienia był nawet uroczy.
- Kto to? – zapytała brunetka, która wmaszerowała do pokoju z papierosem w ręce. „Będzie ciekawie”, pomyślałam.
- To ta dziewczyna, o której ci mówiłem. Znalazłem ją przed akademią.
- Powiadomiłeś dyrekcję? – odparła, bardziej skupiona na analizowaniu mojej twarzy, niż na rozmowie z kolegą. – Nie ważne, i tak tam pójdę. Mógłbyś z nią zostać.
      W jej głosie było słychać, że to nie pytanie. Podniosłam poduszkę i oparłam się, spoglądając na chłopaka.
- Jestem Colin. Chyba jesteśmy na siebie skazani.

Colin?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy