Szczerze mówiąc, niezbyt dobrze pamiętam, jak się tu znalazłam. Co jakiś czas w mojej głowie pojawiają się urywki wspomnień z tamtej nocy – krew, krzyk mamy, gryzionej przez wampiry i tatę, na wpół żywego, przegrywającego z targającymi go konwulsjami. Później bieg. Szaleńczy bieg lasem, donośne okrzyki wampirów, które po jakimś czasie odpuściły i wróciły do swojej siedziby. Zdawałam sobie sprawę ze swego beznadziejnego położenia – co prawda, mordercze kreatury, do których nigdy nie pałałam sympatią puściły mnie wolno i nie wyssały ze mnie krwi, ale tym samym zostawiły na pewną śmierć z wycieńczenia, głodu i zimna.
Dni dłużyły się niemiłosiernie, a z każdym wschodem słońca ja stawałam się coraz słabsza. W postaci wilka przemierzałam góry, lasy i doliny; co jakiś czas udawało mi się upolować niewielkie zwierzę, jednak najedzenie się chudą wiewiórką graniczyło z cudem. W końcu, po wielu tygodniach tułaczki nie wytrzymałam. W czasie przemiany w człowieka czułam tylko ból. Agonię, jakby kości rozrywały mnie od środka, kurczyły się, przerywały mięśnie łamiące kręgosłup.
Czasem we śnie słyszę skrzypienie otwieranych wrót, przed oczami pojawia się zamazany obraz potężnej, metalowej bramy i błysk w oczach. I wtedy widzę, jak wysoki brunet nachyla się nade mną i pyta:
- Kim jesteś?
A ja, zamiast odpowiedzieć, padam nieprzytomna na puszysty śnieg i tracę świadomość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz