- Zależy co przez to uważasz. - odparłam wyłaniając się z cienia, który dawał mi wysoki las. - Zamierzałeś przemknąć niezauważony?
Chłopak spojrzał na mnie nieufnie, a może podejrzliwie? Nie jestem mistrzynią w odgadywaniu wyrazów twarzy.
- Akurat zamierzałem się ze wszystkimi zapoznać - powiedział, trochę cicho, gorzko.
- Tak, jesteś faktycznie przyjacielsko nastawiony. - zaśmiałam się i przeniosłam ciężar ciała na lewą nogę. - Jestem Prada.
Wyciągnęłam rękę, ale chłopak jej nie przyjął.
- Colin. - odparł tylko, wciąż patrząc na mnie nieprzyjemnie.
- Więc? Czemu tu jesteś? Każdy ma swoją historię.
Zobaczyłam w jego oczach błysk gniewu. Czyli lepiej nie dopytywać.
Nic nie mówiąc chwycił walizkę, a na niej kota, i poprowadził w stronę akademiku. Ja oczywiście poszłam za nim, wiedząc tylko, że to wina ogromnej ciekawości.
- Czemu jeszcze tu jesteś? - spytał z wyraźną irytacją.
- Bo jestem ciekawa. Nowi ludzie, nowe znajomości! - zakpiłam.
- Świetnie - mrukną.
- Dobra, nie przeszkadzam.
Gdy tylko doszliśmy do drzwi wejściowych akademiku, on poszedł w swoją stronę, a ja w swoją. Wjechałam na drugie piętro, otworzyłam pokój, zamknęłam go i powaliłam się a łóżku. Przeleżałam tak kilka minut, po czym poszłam do toalety. "Szybki prysznic i spać" - pomyślałam.
Łatwo pomyśleć, trudniej zrobić. Po prysznicu przeleżałam chyba z dwie godziny i nadal nie mogłam zasnąć. W końcu zdecydowałam się na coś na sen. Tym razem zasnęłam po 30 minutach.
Następnego dnia wstałam koło południa. Szybko się ubrałam w czarne rurki i w luźną bluzkę na rękaw 3/4. Zjadłam dwa tosty z dżemem, chwyciłam cienką kurtkę, klucze i zbiegłam po schodach na parter budynku. Pognałam na autobus do miasta i idealnie zdążyłam na jego przyjazd o 12:55.
Będąc już w mieście nie chodziłam po sklepach, jak zrobiła by to zwykła nastolatka, tylko poszłam do biblioteki, choć nie za bardzo lubię czytanie, chciałam się dowiedzieć więcej o nadprzyrodzonych i ich mocach.
Poświęciłam na czytanie kilka godzin i dopiero koło 17 wyszłam z biblioteki. Udałam się do pobliskiej restauracji i zamówiłam karkówkę z grilla, frytki i sałatkę grecką. Wszystko zjadłam dość szybko, gdyż byłam po prostu głodna po tych kilku godzinach przy książkach.
Na terenie akademii byłam koło dwudziestej, ale już robiło się ciemno. Jakie szczęście, że dni będą coraz dłuższe.
Przechodząc koło latarni zauważyłam Colina z książką w ręku i z kotem na kolanach. Cóż za zbieg okoliczności!
- Witaj dobry człowieku - zaśmiałam się. - Co robisz o takiej porze na ławce pod latarnią?
Colin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz