piątek, 20 czerwca 2014

Od Prady

   Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam ogromną akademię, przeniosłam się tu w połowie roku, ale tak tu podobno zaczyna się rok szkolny. Ojciec cały czas na mnie narzekał, a że mój brat się tu uczył też mnie tu przywiózł. Nie jest nadprzyrodzonym. Gdy jeszcze brat z nami mieszkał podejrzewaliśmy, że umiejętności mamy po dziatkach, ale nie. On nawet poszedł do wróżki, ale i ona nie pomogła. Teraz nas to właściwie nie interesuje. On jest wilkołakiem, a ja piromanem.
   Wychodząc z samochodu przyjrzałam się po raz ostatni ojcu i odwróciłam się na pięcie. Dotarłam do zwykłych drzwi wejściowych i udałam się do gabinetu dyrektora. Zapukałam i odczekałam 5 sekund.
- Proszę wejść! - usłyszałam dość niski głos jak na kobietę, co okazało się jak weszłam.
- Prada... Siostra Patricka. - powiedziałam zmieszana.
- Ach... Tresch? Tak... Czekałam na ciebie.
- Doprawdy? - zdziwiłam się.
- Tak. - ucięła - Podpisz się.
   Wyciągnęła z szuflady plik kartek i mi podała. 
Podpisałam natychmiast i oddałam z powrotem  .
- Nie przeczytasz, dziecko?
- Nie. - Nie zamierzam zostać tu długo - mruknęłam. 
Miałam gdzieś, czy to usłyszała, czy też nie.
- Twój pokój to numer 135. Kluczyk czeka na ciebie w drzwiach.
- Jak trzynastego w piątek - uśmiechnęłam się i wyszłam. 
   Chwyciłam torby, dwie walizki i zaczęłam wspinaczkę po kilku stopniach do windy. Wchodząc do windy kliknęłam piętro 2 i poczekałam.
Dojeżdżając zerknęłam za siebie i zobaczyłam dwie dziewczyny.  Stały w małym odstępie od siebie. Pewnie też są na pierwszym roku. 
   Doszłam do mojego pokoju na drzwiach miał liczbę 135, a pod spodem mniejszymi poój nr. 2.
   Weszłam i od razu powaliłam się na łóżko. Jak dobrze, że dziś nie muszę się uczyć. Stwierdziłam, że pójdę do miasta na lody. Chwyciłam torbę, w której znajdował się tylko telefon i portfel i wybiegłam z sypialni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy