środa, 25 czerwca 2014

Od Naomi do Prady

Po godzinie znudziły mi się ciągłe remisy i zwycięstwa Prady, w tym dwa moje.
- Świetnie ci idzie!
- Dzięki, wzajemnie.
***
Wyszłam przed budynek, wiał lekki wiatr. Usiadłam na schodach i zaczęłam głaskać Nishę. Usłyszałam dziki krzyk, jęki... Wszystko działo się w lesie. "Zaprowadziłam" moją kotkę do pokoju i poszłam sprawdzić. Już po kilku minutach krzyki był coraz głośniejsze, a ja zapuszczałam się głębiej w las. Nagle zorientowałam się, że zupełnie nie wiem gdzie jestem! Drzewa wyglądał inaczej niż zwykle, zaczynało się ściemniać. Szłam, szłam, szłam i szłam, ciągle przed siebie. Dziwne odgłosy ucichły... Zamieniły się w szepty. Potem krzyki... A na końcu; krzyki, szepty, dźwięk jakby tarcia blachą o blachę, było słychać jednocześnie. Było tak głośno, że nic nie słyszałam, tak jasno, że nic widziałam, tak ciemno, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje, tak cicho, że nagle upadłam...
Obudziłam się w wielkiej, strasznej jaskini, wilgotnej... Otworzyłam powoli oczy. Nade mną stały okropne postaci, ich twarze był tak brzydkie, ich głosy tak okropne... Miały długie czarne włosy, porastały także ich ciała, ale nieco krótsze. Mieli błony między palcami, czarne, długie pazury jak kura, w pewnych miejscach pióra, na głowach rogi, ogon zakończony strzałą i kopyta... Zaczęłam piszczeć, byłam związana i sparaliżowana nie mogłam się ruszać. Na suficie wisiały ciała innych nadprzyrodzonych, całe w krwi...
Wytężyłam wszystkie siły i sięgnęłam za pomocą moje mocy po pochodnie - zapaliłam paskudne stwory, a także linę, którą byłam związana. Uciekłam, udało się...
Biegłam przez las, wokół mnie tylko płomienie... Wycie wilków. Robiłam to najszybciej jak mogłam. Straszny skwar panował, a mnie zaczęły gonić duchy... wampiry, wilkołaki. Płakałam, krzyczałam... Nikt nie słyszał - nikt nie pomógł.
Uciekałam tak przez całą noc, padłam z wycieńczenia na trawę... Łzy płynęły po moich policzkach... Zrobiło się zimno, wręcz lodowato. Sięgnęłam przez aparat, jakimś cudem wyszedł z tego zdarzenia cały i bez szwanku. Zapomniałam go wyłączyć i nagrał mi się film, z tego co przeżyłam. Oglądałam go kilkukrotnie, za każdym razem płakałam tak mocno, że się dusiłam.
Wstałam i zaczęłam szukać drogi do akademii. Błąkałam się jeszcze przez jeden dzień... Zobaczyłam budynek i weszłam tam.
Byłam brudna, obłocona, mokra z potu, pełna siniaków, zadrapań, ran...
Zobaczyła mnie Prada.

Prada?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy